BĄDŹMY ODPOWIEDZIALNI!

Drodzy współmieszkańcy naszego miasta, zima powraca. Ponownie zaczynają się problemy z zalegającym śniegiem i mrozem, który lada dzień ma ścisnąć. W związku z tym mam pewnego rodzaju apel do wszystkich z nas. Odgarniając swoje posesje pamiętajmy o tym by nie wyrzucać śniegu na ulicę. Wiąże się to ze stwarzaniem zagrożenia dla poruszających się pojazdów. Miasto Marki przygotowało specjalne miejsce do składowania zalegającego śniegu (róg ulicy Okólnej i Grunwaldzkiej). Kolejnym problemem, który należy poruszyć przy okazji nadchodzących mrozów jest fakt, iż niektórzy z mieszkańców pozbywają się nadmiaru wody używając do tego węży. Niestety podobnie jak w przypadku śniegu, woda zostaje wylewana na ulicę. Jeśli, więc już musimy się jej pozbyć nie róbmy tego podczas mrozów. Wszyscy chyba wiemy jak wielkie zagrożenie w ten sposób stwarzamy. Bądźmy odpowiedzialni i nie myślmy tylko o sobie. Obok nas mieszka sąsiad, chodzą dzieci, ludzie starsi, jeżdżą pojazdy, to ważne aby każdy z nas miał bezpieczną drogę do własnego domu. Przypominam jednocześnie o obowiązku odśnieżania chodników mieszkańcom, których posesje przylegają bezpośrednio do owych chodników. Wierzę w to, że jesteśmy odpowiedzialni i będziemy dbali o nasze wspólne bezpieczeństwo.

TRZY ODSŁONY ROKU 2010, WYBORY OD PODSZEWKI

Co za rok!

Rok 2010 był dla mnie bardzo ważny, żeby nie powiedzieć przełomowy. W tymże roku stałem się starszy o kolejną wiosenkę! Trzydziestą! To najwyższy czas na założenie rodziny, te słowa słyszałem ostatnio coraz częściej od „doradców” mi bliskich. Jak bym o tym nie wiedział, byłem tego świadom. Stało się! W piękne czerwcowe popołudnie poślubiłem Anię, znaliśmy się dokładnie cztery lata i dobrze wiedzieliśmy, że tego chcemy, chcemy być razem na dobre i na złe, jak mówią słowa przysięgi. Był to dla nas czas wyjątkowy, a do tego stres, jakiego nie dostarczył nawet egzamin maturalny. Coś niesamowitego! To wydarzenie zmieniło mnie nie do poznania, czułem się bardziej dojrzały i odpowiedzialny, spełniony. W niedługim czasie pojawiła się propozycja, która miała zweryfikować moją odpowiedzialność, propozycja, jak mogłoby się dla niektórych wydawać nie do odrzucenia.

Jak to się stało…

Mój kolega Paweł od pewnego czasu działający w szeregach mareckiej platformy wysłał mi sms-a z nieśmiała ofertą kandydowania w wyborach samorządowych. W tym momencie pojawiły się myśli zdecydowanie za przyjęciem propozycji, lecz zaraz za nimi dotarło do mnie, jak odpowiedzialne jest to zadanie. Nie mogłem podjąć decyzji od tak, w pięć minut. Postanowiłem zapytać moich „doradców”, tych samych, którzy tak dobrze radzili w kwestiach zmiany stanu cywilnego. Wierzyli we mnie mówiąc – spróbuj, jesteś młody, ambitny, dasz radę! To niewątpliwie pomogło mi w podjęciu decyzji, ale pojawiły się wątpliwości, co do szans w wyborach. Stanąłem w punkcie wyjścia! Od tego momentu biłem się z myślami, czy dam radę, czy aby z listy platformy, w końcu Marki to ciężki teren dla zwolenników Donalda i spółki, ale pojawiły się głosy zaprzyjaźnionych osób, że te wybory mają inną specyfikę, że w tych wyborach ludzie głosują na ludzi, a nie na partie. Podsumowując wszystkie głosy za i przeciw, zdecydowałem. Startuję w wyborach samorządowych. Kontaktuję się z Pawłem przekazując mu swoją decyzje, słyszę od niego słowa aprobaty i woli walki o lepsze Marki. Od tego momentu nasze kontakty pozbawione są innych tematów, jak tylko wybory. Wspólna strategia działania w kampanii, pomysły, plany, spotkania, wszystko to po to, żeby wynik był jak najlepszy. Czas płyną szybko jak nigdy, wybory zbliżały się wielkimi krokami, plakaty się drukowały, ulotki były gotowe do akcji. W domu fabryka: klej, taśma, tektura i bałagan! A ja? No cóż, ciągle miałem obawy jak to będzie, czy nie zawiodę innych, czy moje ambicje nie są wygórowane.

Dwa tygodnie do wyborów.

Dwa tygodnie do sądnego dnia, noc z soboty na niedziele. Ruszamy z bratem i teściem do akcji pod kryptonimem „Plakat”, noc zimna i spokojna tylko my, drabina i słupy do zdobycia. Akcja zakończona sukcesem ok. godziny 1.30. W nagrodę gorąca herbata od czekającej w domu żony – Ani. W poniedziałkowy poranek w pracy zaczynają się pierwsze komentarze klientów a zarazem potencjalnych wyborców. Kamień spada mi z serca, gdy słyszę pierwsze słowa aprobaty i poparcia mojej decyzji o starcie w wyborach, to miłe. Żeby jednak nie było tak kolorowo pojawiły się osoby nastawione negatywnie do platformy i nie wiedzieć czemu swoją agresje skierowały na mnie. Nie pomagały wyjaśnienia, że nie jestem w partii, że startuję z listy, że chcę coś dobrego zrobić dla miasta. Bez rezultatu. Na szczęście to pojedyncze przypadki, większość ludzi popierała fakt, iż głosuje w pierwszej kolejności na człowieka, a później patrzy na partie. Mija tydzień, wyruszamy na akcje poprawiania plakatów w niezmienionym składzie, część przemokła, więc wymieniamy na nowe, ostatnie sztuki. Ostatni tydzień przed głosowaniem mija jak jeden dzień, błyskawicznie. Noc z 20 na 21 listopada godzina 23.30 pół godziny do ciszy wyborczej wyruszamy z teściem sprawdzić jak wyglądają moje plakaty. Nie obyło się bez małych incydentów typu zaklejony plakat podobizną konkurenta, ale to szczegół. W trakcie spotykamy Pawła, Radka, Piotrka i innych kandydatów. Panuję miła atmosfera, zamieniamy ze sobą słówko, życzymy sobie powodzenia i każdy z nas wraca do domu, zmęczony po wyczerpującej kampanii…

Sądny dzień…

21 listopada 2010 roku, dzień wyborów. Wstaję rano, gdyż emocje nie pozwalają na dłuższy sen. Idę do kościoła na Msze na godzinę 12.00, po Mszy zmierzam oddać swój głos w Szkole Podstawowej nr 1. Godzina 22.00 lokale wyborcze zostają zamknięte, czekam na pierwsze wieści od żony, która zasiada w komisji w Szkole Podstawowej nr 4, przepływ informacji między lokalami wyborczymi jest najszybszy, pierwsze wieści nie są optymistyczne, idę spać ze zmęczenia. Czekanie mnie przerosło, brak snu dał znać o sobie. Żona wraca późno, budzę się i słyszę optymistyczne liczby, lecz nie wierzę, czekam na potwierdzone informacje, idę dalej spać.

Udało się, sukces!

22 listopada jadę do pracy, po drodze odwiedzam lokale wyborcze mnie interesujące, szukam wyników. Znam już pierwsze oficjalne dane. Na moją kandydaturę oddano łącznie 144 głosy. Zdzwaniam się z Pawłem, jego wyliczenia mówią jednoznacznie – zostałem Radnym! Jednym z trzech startujących z listy platformy. Pełen sukces, wielka radość, niesamowite uczucie, a jednocześnie wielka odpowiedzialność za powierzone mi zaufanie wyborców. Pierwsze gratulacje od klientów, rodziny i przyjaciół.

Podziękowania

Dziękuję w pierwszej kolejności osobom bez których ten sukces nie miał by miejsca. Dziękuję mojej żonie Ani, rodzicom, rodzinie, Pawłowi, Asi i wszystkim, którzy we mnie wierzyli.

Serdecznie Wam dziękuję drodzy wyborcy za poparcie i zaufanie, jakim zostałem obdarzony. Razem zmienimy Marki na lepsze, ruszymy to miasto dla naszego wspólnego dobra!

O KANALIZACJI SŁÓW KILKA

19 stycznia podczas Komisji Budżetowo Gospodarczej zaszczyciła nas swoją obecnością Dyrekcja Wodociągu Mareckiego. Została przedstawiona prezentacja multimedialna na temat planu budowy systemu kanalizacji w naszym mieście. Po prezentacji zaczęły się pytania do Pana Dyrektora Specjalskiego i Pana Burmistrza Werczyńskiego. Podczas tej wymiany zdań udało mi się pozyskać kilka cennych informacji na temat zakładanych kosztów przyłączenia się do systemu kanalizacji jak i jego kosztów eksploatacyjnych. Wygląda to tak:

koszt studzienki kanalizacyjnej to kwota rzędu min. 1500zł
koszt przyłączenia 1 m rury ściekowej to koszt 100 – 600zł w zależności od charakterystyki terenu
koszt planów to min. 1700-2000zł
koszt eksploatacji to kwota ok. 13zł za metr sześcienny ścieków

Wygląda zatem na to, że całkowity koszt przyłączenia się do systemu kanalizacyjnego domu jednorodzinnego będzie kształtował się na poziomie min. 4500zł. Zważywszy, że tzw. „szambiarki” liczą sobie za 1 metr sześcienny min. 17zł daje nam to oszczędność 4zł na 1 metrze odprowadzenia ścieków. Zakładając więc, że wóz asenizacyjny odwiedzał nas raz w miesiącu zaoszczędzamy ok. 40zł. miesięcznie. Całoroczna kwota oszczędności będzie, więc wynosić ok. 600zł. Amortyzacja kosztów przyłączenia będzie zatem zwracać się min. 8 lat. Uważamy, że koszt planów jest zbyt wysoki dlatego zaapelowaliśmy do Pana Dyrektora Specjalskiego i Pana Burmistrza Werczyńskiego o jego analizę i możliwą obniżkę. Czekamy na pomyślne wieści.